SUGESTIA UKRYTA

Wpływ psychoterapeutyczny osobowości lekarskiej uskutecznia się w więk­szości przypadków bezwiednie. Sugestia działająca w ten sposób na chorego stanowi przeważnie uboczny wytwór działalności lekarza. Dlatego trudno mó­wić wówczas o leczeniu sugestią, a tym mniej nakreślać jakieś wskazania. Zakres tych wskazań powinien być po prostu jak najobszerniejszy, gdyż nigdy i nigdzie nie da się wykluczyć pewnego odsetka czynników psychogennych, na które zawsze warto zadziałać leczniczo.

Inaczej rzecz się ma, gdy stosujemy sugestię świadomie jako metodę leczni­czą. Tu wskazania muszą być jasne. Musimy mieć pewność, że leczony przez nas przypadek należy do rzędu czysto psychogennych lub przynajmniej, że składnik psychogenny stanowi przewagę w zespole przyczyn chorobotwórczych.

Sam chory o tym nie musi wiedzieć, a przeważnie nawet nie chce wiedzieć i nie wie. Skłonność do cielesnej konwersji objawów psychogennych bywa zazwyczaj u chorych tak duża, iż lekarz w każdym przypadku musi się zasta­nowić, czy ujawnić choremu psychogenną naturę cierpienia, czy raczej nie. Zbyt pochopne ujawnienie takiej prawdy zraża większość chorych, utrudnia­jąc w ten sposób niekorzystnie styczność psychoterapeutyczną. Chory bez­wiednie zwykł wówczas dążyć do tego, aby lekarzowi udowodnić pomyłkę, tj. dowieść mu, że cierpienie jest natury organicznej. Jednym z najczęściej uży­wanych ?dowodów” jest niereagowanie na stosowaną sugestię lub, co gorsza, pogorszenie występujące po zastosowaniu leczenia.

W takich właśnie przypadkach wskazana jest psychoterapia ukryta, która wówczas jednoznaczna jest z sugestią ukrytą, czyli podaną choremu pośrednio, bez jego wiedzy i woli. Odbywa się to w ten sposób, iż wykorzystujemy zaufa­nie chorego do lekarza tak, aby z zaufania tego wypłynęło jego dobro leczni­cze. Stosujemy jakikolwiek zabieg lub zespół zabiegów postępując tak, aby chory wierzył i był mocno przekonany o skuteczności leczniczej tego postę­powania. Pewność chorego, że zabiegi te wyleczą go, ma potężne działanie lecznicze. Nie trzeba dodawać, że termin ?sugestia ukryta” oznacza, iż sugestia ukryta jest przed chorym. Gorzej jest, jeśli sugestia ukryta jest przed lekarzem, który, stosując jakieś zabiegi i wierząc w ich skuteczność, osiąga wyniki lecz­nicze, które przypisuje tym zabiegom czy lekom, a nie psychoterapii bezwied­nie stosowanej.. Powiadamy ?gorzej” ze względu na dobro nauki. Ta postać ukrytej sugestii bywała bowiem w dziejach medycyny źródłem wielu przed­wczesnych uogólnień. Dla chorego taka możliwość nie musi być gorsza. Prze­ciwnie, lekarz, który mocno wierzy w metodę przez siebie stosowaną, choćby ona była w rzeczy samej błaha, tak się wobec chorego zachowuje, iż przele­wa w niego potężną dawkę sugestii. Zmiarkować z tego można, że lekarz- stosujący psychoterapię ukrytą musi mieć pewne zdolności komedianckie, musi z całą premedytacją odgrywać wobec chorego pewną rolę. Od zdolności aktor­skich lekarza zależy w takich przypadkach wynik leczniczy.

W związku z tym próbowano stworzyć jakieś kryterium etyczne, według którego podzielono sugestię ukrytą na prymitywną i racjonalną. Pierwsza została odrzucona, gdyż podawanie bezsensownych i bezwartościowych środ­ków jest samo w sobie postępowaniem złym i godnym potępienia, wobec czego lekarz sumienny powinien stosować sugestię ukrytą racjonalną, tzn. ordynacja powinna być celowa i dostosowana osobniczo do każdego przypadku. Stano­wisko takie jest zbyt surowe. Gdyby miarę tak pojętej etyki stosować w medy­cynie ściśle, to należałoby beznadziejnie chorych otwarcie uświadomić co do ich stanu, czyli na drodze psychicznej dobijać ich. Zastrzec się trzeba stanow­czo, że tzw. prymitywna psychoterapia ukryta nie jest niczym gorszym od psychoterapii racjonalnej, jedna i druga bowiem polegają na wprowadzeniu chorego w błąd. Tylko sprawdzian krzywdy i dobra zdrowotnego chorego ma dla lekarza moc wiążącą. Prawda, która zabija, jest godna potępienia. Kłam­stwo, które leczy, jest w medycynie czymś dobrym. Sami ci, którzy potępiają w tak mocnych słowach psychoterapię prymitywną, nakazują w pewnych przy­padkach okłamywać chorego, np. gdy po operacji wstrzykujemy choremu roztwór fizjologiczny soli, zamiast morfinę dla zapobieżenia morfinizmowi, wykorzystując tu wytworzone odruchy warunkowe dla dobra chorego. Jeżeli staniemy na tym stanowisku, to różnica między prymitywną i racjonalną su­gestią ulegnie zatarciu. Jeżeli ktoś potrafi wstrzykiwaniem wody uzdrowić chorego, to niechże to czyni. Jeżeli w praktyce unikamy takich prymitywnych sposobów, to nie dla jakichś błędnie rozumianych zasad etycznych, tylko dla dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że skoro się już coś w ogóle robi, to szkoda po prostu stosować środki bezwartościowe i niedorzeczne, jeśli można dać choremu coś, co jego ustrojowi może tylko wyjść na zdrowie. Po wtóre, stosując tego rodzaju środki niedorzeczne narażamy się na to, że chory prze­niknie oszustwo, co psychoterapeutę narazi na wstyd, a chorego na szkody pod względem zdrowia.

Dodać jeszcze trzeba, że granic sugestii ukrytej nie da się w ogóle określić. Sugestia kryć się może tam, gdzie lekarz przekonany jest, iż uzyskany przez niego wynik leczniczy nic z sugestią wspólnego nie ma. Jeśli pojęcie sugestii należycie rozciągnąć, tzn. za sugestię uznać poddawanie choremu wszelkich wpływów leczniczych, na czymkolwiek by one były oparte, to wówczas do sugestii sprowadzić by należało właściwie wszystkie metody psychoterapii. Ogłaszane przez psychoanalityków wyniki lecznicze, tłumaczone z zasady za­wiłymi teoriami spekulatywnymi, sprowadzają się po prostu do sugestii, którą lekarz ześrodkowuje w szczególnie potężnej dawce odbywając z chorym wie­lokrotne, długotrwałe posiedzenia lecznicze. Pomijając nasuwające się tu teo­retyczne uwagi, zaznaczyć trzeba, że w praktyce za sugestię uważamy wszelkie poddawanie gotowych treści psychicznych, obdarzonych dynamiką leczniczą. Psychika chorego, również jeśli chodzi o autosugestię, jest przy tym biernie odbiorcza. Nie używamy natomiast tego miana tam, gdzie chory rozwija pewną aktywność, wszystko jedno czy natury myślowej, czy wzruszeniowej, czy ja­kiejkolwiek innej. W autosugestii nie dopatrujemy się aktywności, gdyż właś­nie zadaniem chorego jest pogrążenie się w stan biernego bezwładu, w którym wchłania odbiorczo przygotowane już poprzednio treści. Względności tych po­jęć nie mą tu co ukrywać.

Jako przykład sugestii ukrytej warto przytoczyć metodę Kauffmanna-Kehre- ra leczenia nerwic wojennych. Sposób ten, polegający na zastosowaniu środ­ków niezwykłej gwałtowności, ma zasadniczo sprawić wyleczenie w ciągu jednego posiedzenia. Nadawać się on może do leczenia pewnych postaci histe­rii, np. mutyzmu, afonii, porażeń czynnościowych i innych takich jednoobjawowych zjawisk. Przed zastosowaniem tej energicznej metody należy osobo­wość chorego dobrze poznać. Nie każda struktura psychiczna zdolna jest znieść tak potężną dawkę wstrząsu wzruszeniowego. Sposób ten zawiera pewne ryzy­ko, toteż co do wskazań zaleca się ostrożność. Najlepiej odbierają ją natury proste, nie obeznane z medycyną i jej ‚arkanami, mało krytyczne i osobnicy o małym nasileniu skłonności do ?ucieczki w chorobę”. Urządzenie pokoju, w którym zabieg ten się odbywa, powinno działać onieśmielająco na chorego: liczne aparaty, jaskrawe, ostre światło, należycie liczny, zaprzątnięty przygo­towaniami personel. Chory ma być zupełnie nago lub przynajmniej dotknięte cierpieniem miejsce powinno być szeroko obnażone. Przed przystąpieniem do zabiegu dobrze jest zastosować jakikolwiek zastrzyk przygotowawczy, a na­stępnie zapewnić chorego tonem ujawniającym niezmąconą pewność, że opuści to miejsce zupełnie wyleczony, musi jednak bezwarunkowo znieść ból, z któ­rym zabieg ten będzie związany. Teraz na chore miejsce zastosowuje się bo­lesny prąd faradyczny, przy czym oczywiście uważać trzeba, aby nie spowo­dować uszkodzenia tkanek. Personel pomocniczy musi chorego przy zabiegu przytrzymywać. Poszczególne czynności muszą być tak wykonywane, aby cho­ry odczuwał ogromną ich wagę. Głośne hałasowanie przekładnią, energicznym głosem wydawane rozkazy i podobne ?hokus pokus” zwiększają napięcie afektywne chorego. Gdy dojdzie ono już do szczytu, należy gwałtownym gło­sem nagle dać choremu rozkaz wykonania wypadłej czynności, a więc np. przy porażeniu ramienia nagle poruszyć tą kończyną, przy ogólnym porażeniu nagle wstać, przy afonii krzyknąć itp. Przy porażeniach pobudza się skurcze nieczynnych grup mięśniowych prądem faradycznym lub topelektrycznym. Po osiągnięciu jednorazowego wyniku należy przywróconą czynność ćwiczyć wie­lokrotnie, zawsze podobnie postępując, aż cała funkcja osiągnie prawidłową sprawność.

Jaskrawy ten przykład ma na celu unaocznienie istoty ukrytej sugestii. Nie ulega wątpliwości, że cały zabieg stanowi ?bujdę”, jest ona jednak w swoim prymitywizmie racjonalna, gdyż prowadzi do najważniejszego celu, jakim jest wyleczenie chorego. W praktyce zabieg ten można, zależnie od osobniczych warunków i technicznych możliwości, zmieniać w szerokich granicach. Także natura cierpienia, osobowość chorego i usposobienie samego lekarza miewają wpływ na taką czy inną modyfikację zabiegu. Jest to szczególnie jaskrawy wzorzec każdej ukrytej sugestii. W praktyce każdy zabieg racjonalny może być w swym działaniu wzmocniony taką sugestią. Czasem zapewnienie, że dana metoda lub środek działa obiektywnie bez względu na to, czy chory w nie wierzy, czy nie, właśnie wzmaga sugestywność chorego i na drodze psychicz­nej potęguje działanie lecznicze. Pewne czynniki, tkwiące w psychologii tłu­mu, wpływają też korzystnie na powodzenie pewnych metod. Świadczy o tym powodzenie niektórych zabiegów zbiorowych, np. metody ?autosugestii” Couégo. Sposób ten polega na zbiorowym wmawianiu sobie słów: ?idzie mi coraz lepiej i lepiej”. Najczęstszym nośnikiem sugestii bywa w ogóle drugi układ sygnalizacyjny. Sugestia przenosi się za pośrednictwem słowa. Bez­wiednie, empirycznie stosowano od niepamiętnych czasów magię słów, która w archaicznej psychice odgrywa ogromną rolę. Drugi układ sygnalizacyjny, który jest podstawą stosunków międzyludzkich, jest przenośnikiem sugestii, a tym samym wywiera wpływ na układ korowo-trzewny, czym tłumaczyć na­leży proces zdrowienia.

Jeśli leczenie wymaga dłuższego czasu, to stosownie do tego należy układać cały plan leczenia. Chory musi wówczas widzieć, że poszczególne zabiegi, wchodzące w skład planu leczniczego, nie są czymś dorywczym i zmiennym, lecz że są ogniwami jednolitej myśli przewodniej. Dobre wrażenie na chorym robią pewne zabiegi seryjne lub nawet kombinacyjne pewnych serii, przy czym chory powinien mieć pewność, że w miarę postępowania leczenia potęguje się dawki stosowanego leku. Dochodząc stopniowo do coraz większych dawek w ciągu dłuższego czasu, lekarz może przełamać najuporczywsze objawy, tłu­macząc choremu zdarzające się w przebiegu leczenia stany zaostrzenia rzekomą reakcją na stosowane zabiegi. Chory zaniepokojony pogorszeniem po takim wyjaśnieniu uspokaja się, a nawet cieszy się, że zabiegi w każdym razie dzia­łają. Ponieważ ?tak ma być”, owe reakcje chory wyjaśnia sobie na korzyść stosowanego sposobu leczenia i nabiera do lekarza tym większego zaufania. Łatwowierność niektórych chorych jest pod tym względem zdumiewająca i świadczy z zasady o dobrej sugestywności, odpowiednio do czego mamy również prawo rokowanie określać jako pomyślne. Im zawilsze, oryginalniejsze i niezwyklejsze są dane zabiegi, przy odpowiednio dobranych osobowoś­ciach chorego i lekarza, tym lepsze są widoki powodzenia. Jeżeli zabiegów psychoterapeutycznych tego typu dokonuje się w szpitalu, to rzecz prosta cały personel musi współpracować nad stworzeniem atmosfery ułatwiającej sugestię. Z większymi trudnościami trzeba walczyć, jeżeli chory przebywa w środowisku pozaszpitalnym. Otoczenie jego może wspierać wysiłki psychoterapeutyczne, ale może się im przeciwstawiać, osłabiając wiarę chorego w skuteczność le­czenia lub strasząc go szkodliwym działaniem ubocznym. Jeżeli to robią ciemni ludzie, to trudno. Znacznie gorzej, jeżeli lekarze podrywają w oczach chorego i jego otoczenia autorytet lekarza leczącego, wyśmiewają stosowane véhicula psychotheiapeutica i wszczepiają w chorego jad nieufności i zwątpienia. Po­mijając deontologiczno-etyczną stronę takiego postępowania, ująć się trzeba przede wszystkim za interesem leczniczym chorego, który zawsze cierpi z po­wodu tego rodzaju współzawodnictwa zawodowego. W ostateczności cierpi nie tylko indywidualny chory, lecz ogół społeczeństwa, które traci zaufanie zarówno do medycyny jako sztuki skutecznego leczenia, jak i do jej przedsta­wicieli. Lekarze muszą w oczach ogółu stać moralnie wysoko, aby można było powierzyć im skarb swojego zdrowia.

W niektórych krajach ? u nas na szczęście w minimalnym stopniu ? zna­chorzy i szarlatani wykorzystują w bezczelny sposób sugestywność chorych i stosują oszukańcze sztuczki, licząc na łatwowierność i ciemnotę ludności w sprawach fizjopatologii. Lekarze, którzy z takich czy innych motywów utrud­niają stosowanie psychoterapii, nawet nie zdają sobie sprawy z tego, że osta­tecznie ułatwiają powodzenie szarlatanom. W niektórych krajach znachorzy są zrzeszeni i prowadzą systematyczną walkę przeciw medycynie ?szkolnej”, używając do tego celu prasy niby-naukowej. Propagandzie takiej mamy obo­wiązek się przeciwstawiać. Metody oparte na sugestii ukrytej wymagają wie­dzy i umiejętności. Są w wielu przypadkach jedynym ratunkiem dla chorych. Nie ma powodu, aby medycyna ?szkolna”, która zwalcza znachorów, rzesze chorych, którym potrzebna jest psychoterapia, oddawała w ich ręce, narażając tych chorych na szkody, wynikające z nieuctwa partaczy, z ich nieuczciwości i chciwości. Te same sposoby w ręku naukowca stają się teoretycznie zro­zumiałe i stosowane bywają, gdy istnieją ścisłe wskazania.

Psychologia chorego człowieka jest tego rodzaju, iż wymaga sugestii ukrytej nawet wówczas, gdy zdawałoby się, że wystarczy proste pouczenie go ze stanowiska lekarskiego. Jeśli np. lekarz stwierdzi, że rozliczne dolegliwości chorego pochodzą po prostu stąd, iż zażywa on zbyt mało ruchu, to nie może ograniczyć się do pouczenia chorego, iż powinien robić przechadzki itd. Chory objawy swoje bierze znacznie groźniej i doszukuje się odpowiednio do swoich laickich zapatrywań znacznie poważniejszych przyczyn. Praktyka wykazuje, że próba uspokojenia chorego przez wyjaśnienie tak ?błahej” przyczyny tylko w niektórych przypadkach prowadzi do celu. Większość chorych zraża się do lekarza, który zbyt lekko bierze ich dolegliwości. Zjawisko to wiąże się ściśle z mechanizmem patogenetycznym nerwic. Dlatego w tych wszystkich przypadkach należy wskazówki dla chorego przyoblec w taką postać, aby po­łączyć piękne z pożytecznym. W danym przypadku należy np. zalecić gimna­stykę leczniczą, przechadzki i inne zabiegi. Wszystko razem można połączyć, np. zalecić wstrzykiwania, dla których musiałby codziennie odwiedzić porad­nię. Wynik leczniczy chory będzie przypisywał wstrzykiwaniom czy innym podobnym zabiegom, lekarz zaś nie musi przed nim zdradzić prawdy, że przede wszystkim podziałały leczniczo przymusowe przechadzki, nie mówiąc już o spotęgowaniu tego działania na drodze sugestii ukrytej.

Przykład ten najlepiej świadczy o tym, jakie pomysłowe sposoby musi nie­kiedy stosować lekarz, aby osiągnąć prosty w rzeczy samej wynik leczniczy. Pomysłowość lekarza, jego przebiegłość w dodatnim tego słowa znaczeniu, są niezbędne, jeśli się zna typ chorych, szukających porady u specjalistów wielu gałęzi medycyny. Przy obecnym stanie kultury lekarskiej kraju można sobie pozwolić na szczerość wobec chorego tylko w wyjątkowych przypad­kach. Znoszą ją tylko chorzy bardzo inteligentni, obznajomieni z fizjologią. Przypuszczać należy, że w miarę podnoszenia się oświaty i upowszechnienia zdobyczy nauki coraz rzadziej trzeba się będzie uciekać do sposobów sugestii ukrytej. W obecnej chwili lekarz musi mieć wyczucie, kiedy prawda zdolna jest chorego uleczyć, tj. w których przypadkach dojrzałość umysłowa chorego jest na takim poziomie, że oddziaływać należy nie tyle na jego. życie afektywne, co na jego intelekt.

Kretschmer (1963) słusznie podnosi, że jeżeli nie stosujemy dzisiaj metod w rodzaju Kauffmanna-Kehrera, to nie dlatego, aby się one stały z upływem czasu mniej skuteczne, ale dlatego, że nowoczesny lekarz-psychoterapeuta wstydzi się występować w roli magika, nawet jeżeli cel uświęca środki. Z tego powodu usuwa się resztki sposobów godnych prymitywnego czarownika. Są jednak w dalszym ciągu chorzy prymitywni, do których nie da się przemówić argumentami intelektualnymi. Jedynie skuteczne bywa w tych przypadkach jednorazowe zadziałanie na wyobraźnię chorego zmasowaną sugestią. Kret­schmer porównuje sytuację z ugrzęźnięciem wozu w błocie. Trzeba jednorazo­wego, ześrodkowanego, potężnego wysiłku człowieka i konia, aby wóz wydo­być z grząskiej topieli. Stan histeryczny prymitywnego człowieka ma w sobie coś z sytuacji martwego punktu; jeżeli się z niego ruszy, to już dalej ruch idzie gładko. Po cóż prowadzić długotrwałe, żmudne leczenie, jeżeli można jednora­zowym wysiłkiem uzyskać natychmiastowe zniknięcie histerycznego objawu. Aby lekarz nie musiał występować w tej śmiesznej roli magicznego uzdrawia- cza, odrzuca się dzisiaj wszystko co pachnie szarlatanerią. Istota rzeczy pozo­staje jednak, ale ograniczona wyłącznie do działających jeden po drugim po­tężnych sygnałów wzrokowych, słuchowych i dotykowo-bólowych, których skoncentrowany zespół pomija wszelkie apele do rozsądku pacjenta, lecz działa bezpośrednio na hiponoiczne i hipobuliczne warstwy psychiki, zawsze gotowe, jak u zwierzęcia, albo do ślepego stawiania oporu, albo do równie ślepego posłuszeństwa. Tej ?unaukowionej” metodzie nadał Kretschmer nazwę ?protreptyka”.

Z powyższego wynika jasno, że lekarz musi być psychologicznie wyrobiony i zainteresowany, aby mógł u łoża chorego indywidualizować. Wniknięcie w rzeczywiste pobudki, które pacjenta sprowadzają do lekarza, jest rzeczą bardzo trudną i wymagającą dużego doświadczenia, nie mówiąc już o prze­nikliwości. Jedni chcą rzeczywiście pozbyć się cierpienia, drudzy chcą usły­szeć z ust lekarza słowa uspokajające i cieszą się gdy usłyszą, że dolegliwości ich są tylko natury hipochondrycznej lub tylko czynnościowej i że nie mają potrzeby się nimi przejmować. Ale są i tacy, którzy wcale takiej pociechy nie są spragnieni, którzy ? przeciwnie ? pragną usłyszeć najbardziej złowrogie rozpoznanie, co więcej, chcą, aby rozpoznanie to lekarz wypowiedział wyraź­nie w rozmowie z najbliższym otoczeniem chorego. Pomijam tu świadomą symulację lub produkcje objawowe sytuacyjne. Trzeba wniknąć w środowisko, w którym chory przebywa i z którego czuł się zmuszony ?uciec w chorobę”. Szantaż histeryczny nie musi być aktem przemyślanym; rozgrywa się przez uruchomienie dawnych stereotypów dynamicznych, nabytych wskutek błędów wychowawczych i spaczonych odruchów warunkowych. Potrzeba chorowania lub uchodzenia za chorego tkwi w tych ludziach bardzo głęboko. Za pomocą choroby trzymają oni swe kochające otoczenie w nieustającym szachu i zdo­bywają sobie uprzywilejowane stanowisko. Ludzie ci nie darują lekarzowi, który brutalnie będzie usiłował rozerwać legendę ciężkiej choroby i uzna pacjenta za zdrowego, za przeczulonego, za histeryka, za migającego się od pracy i innych ciężarów. Chory lekarza takiego odtrąci i zareaguje na jego brutalność pogorszeniem demonstrowanych objawów chorobowych.

W związku ze spostrzeżeniami tego rodzaju przyjął się ostatnio praktyczny podział histerii na przypadki chorych, którzy żyją i cierpią w przeświadczeniu rzeczywistej choroby, oraz na przypadki pacjentów, którzy bezwiednie lub świadomie pragną wydać się chorymi. Zagadnienie to doszło do głosu na specjalnym forum, zorganizowanym dnia 3 maja 1967 r. w Dreźnie na temat podstawowych zagadnień ujmowania nerwic. Tamże Leonhard rozróżnił tzw. Wunschneuiosen oraz Beturchtungsneurosen. W pierwszym wypadku chory życzy sobie objawów chorobowych, w drugim przeciwnie, żyje właśnie w lęku przed chorobą. Mówiąc o histerii mamy zawsze obowiązek ustalić, o który z tych diametralnie różnych gatunków nerwicy chodzi. Inne też musi być na­sze postępowanie psycholecznicze w przypadku tej czy tamtej kategorii.

Jeżeli zachodzi obawa, że pacjent z sobie tylko znanych pobudek lub często z pobudek nie uświadomionych agrawuje i demonstruje, pragnąc zrobić na lekarzu wrażenie ciężko chorego, to nie ujawniamy się z naszymi podejrzenia­mi, w każdym razie nie ośmieszamy pacjenta przed współmałżonkiem lub przed jego otoczeniem rodzinnym, zawodowym lub społecznym. Chodzi nam o to, aby nawiązać z chorym łączność, dzięki której będzie on miał do nas zaufanie. Cierpienia jego leczymy tak, jak gdyby one były rzeczywistością a nie fikcją. Taktownie prostujemy wyobrażenia chorego i jego rodziny, wy­jaśniając ciężkie objawy jako nerwicowe. Ciężka nerwica, ale na szczęście uleczalna. To ostatnie określenie pacjent przyjmuje z wdzięcznością. Oczysz­cza go ono od podejrzeń symulacji, agrawacji, histerii i innych pogardliwych mian, które na siebie ściągnął. Potem dopiero w toku leczenia umożliwiamy pacjentowi wycofanie się z honorem z sytuacji, w którą się wplątał. W ten sposób między lekarzem i pacjentem wytwarza się cicha, nie pisana i nie wypowiadana jakby umowa: lekarz bierze go w obronę przed prześladowania­mi otoczenia, a on w zamian za to poddaje się sugestiom psycholeczniczym i demonstracyjnie odzyskuje zdrowie. Przy tej sposobności lekarz wywiera głęboko sięgający wpływ psychagogiczny na swego pacjenta, wykorzenia z niego złe nawyki ?ucieczki w chorobę”, uczy go pozytywnego stosunku do pracy, wygasza w nim fałszywą ambicję egocentrycznego imponowania swoimi objawami chorobowymi i przestawia go na właściwą ocenę pewnych wyższych ambicji życiowych. W ten sposób metoda sugestii ukrytej sprzęga się niepo­strzeżenie z metodą rehabilitacji psychagogicznej.