UWAGI KRYTYCZNE O HIPNOTERAPII

Leczenie hipnozą w dawnej indywidualistycznej postaci ma już dzisiaj niewielu zwolenników. Bardzo wiele poważnych klinik zaniechało tych doświadczeń, oka­zało się bowiem, że na dłuższą metę przynoszą więcej szkody niż pożytku. Szko­dy bywają wielorakie. Z praktyki hipnoterapeutycznej okazało się mianowi­cie, że osiągnięta poprawa jest bardzo nietrwała lub polega na złudzeniu, gdyż u osób skłonnych do histerii w miejsce objawu, który ustąpił, może się pojawić wiele innych nowych objawów. W ogóle powinowactwo zjawisk hipnotycz­nych z histerycznymi rzuca się niekiedy w oczy. Estradowe pokazy zadziwiają­cych stanów hipnotycznych, jeżeli nie są świadomym oszustwem, bywają ko­medią odgrywaną na życzenie hipnotyzera. Kto obserwował bez ćmiącego ro­zum entuzjazmu takie pokazy, ten się z łatwością przekonał, na czym cała sztu­ka polega. Dla ?medium” jest to rzadka sposobność zaspokojenia egocentrycz­nej żądzy stania się ośrodkiem podziwu. Taką samą egocentryczną żądzę waż­ności dostrzec można i u hipnotyzera, który zaspokaja swoje popędy władcze. Między hipnotyzerem i ?medium” powstaje cicha, milcząca, nie pisana i nie mó­wiona umowa o współpracy. Umowa taka w cyrku ma charakter kupiecki. Po­pisy takie są u nas słusznie zabronione. Natomiast niektórzy psychiatrzy, któ­rzy stosują jeszcze hipnoterapię w tej staroświeckiej postaci, a więc publicznie, łudzą się lub dają się złudzić, że osiągają coś więcej niż uprzejmą powolność swoich pacjentów lub pacjentek, rekrutujących się z zasady spośród tzw. histe- roidów. Dziwić się im można, że nie wysnuli należytych wniosków z historii psychiatrii. Charcot swoimi publicznymi pokazami wyhodował w swojej klinice teatralne postacie histerii (tzw. hysteiia magna), którą dzisiaj widuje się tylko wyjątkowo. W klinice Salpetriere powstał swoisty nastrój psychoterapeutyczno-histeryczny. Rozhisteryzowane kobiety poddawały się ze zdumiewającą łat­wością hipnozie, produkując na zawołanie najbujniejsze objawy, które również szybko i łatwo ulegały wyleczeniu. Zjawiska te stały się masowe i dały spo­sobność Babińskiemu i innym badaczom do poczynienia cennych spostrzeżeń. Jest rzeczą dla nas oczywistą, że osiągnięte w ten sposób zdobycze naukowe zyskano kosztem zdrowia psychicznego nieszczęśliwych kobiet, które lecząc hipnozą wtrącano w coraz gorsze stany histeryczne. Dzisiaj wiemy już, że hipnoterapia sprzyja przewleczeniu i wyolbrzymieniu objawów, gdyż osłabia wo­lę wyzdrowienia. Uzależnienie się chorego od woli hipnotyzera jest zjawiskiem wyjątkowo przykrym i da się zaliczyć do rzędu tzw. jatrogenii. Jeżeli się zważy, że takie same wyniki lecznicze lub jeszcze znacznie korzystniejsze można osiąg­nąć innymi metodami klinicznymi, a spośród metod psycholeczniczych tymi, któ­re przede wszystkim apelują do rozsądku chorego i wpływają nań psychagogicznie, nie szkodząc mu, to nic dziwnego, że hipnoterapia straciła na całym świecie zwolenników. Nie opłaca się narażać chorego na opisane wyżej przy­kładowo szkody, skoro można jego dolegliwości hipochondryczne lub objawy nerwicowe usunąć tańszym kosztem. Jeżeli chodzi o koszt w znaczeniu pienięż­nym, to również stosowanie hipnoterapii indywidualistyczne połączone jest ze zbyt dużym nakładem czasu lekarza, aby możliwe było umasowienie tej meto­dy. Przy omawianiu metod psychoterapii zbiorowej wyszczególnię użytek prak­tyczny metodyki hipnoterapeutycznej pod postacią tzw. nasennej taśmy dźwię­kowej Wendta.

Mimo poważnych zastrzeżeń przeciwko praktyce hipnoterapeutycznej, powin­niśmy znać teoretyczną stronę tych zajmujących zjawisk, które pasjonowały wielu wybitnych badaczy. Wbrew utartym poglądom, między snem hipnotycz­nym a zwykłym zachodzą poważne różnice. Napięcie uwagi jest w pierwszym przypadku wzmożone, w drugim zniesione. Zahipnotyzowany słyszy każde sło­wo i szelest oraz reaguje na nie, natomiast śpiący głęboko nie odpowiada na żadne podniety. Nawiązanie łączności drogą rozmowy ze śpiącym jest możliwe tylko w wyjątkowych przypadkach, podczas gdy łączność psychiczna z zahipno­tyzowanym jest podstawą tzw. raportu. Zahipnotyzowany ma nie zmienioną ja­kościowo świadomość, choć pole jej jest zwężone stosownie do udzielanych mu sugestii. Natomiast świadomość śpiącego co najwyżej może być zachowana w przeżywaniu marzeń sennych. Krytycyzm i orientacja u śpiącego są zniesio­ne, u zahipnotyzowanego krytycyzm ulega zawieszeniu w znaczeniu bezkrytyczności w stosunku do udzielanych mu sugestii, natomiast orientacja w cza­sie, przestrzeni, w otoczeniu i własnej sytuacji może być dobrze zachowana, chyba że się ją zmieni poprzez sugestię. Pamięć również wykazuje różnice. Śpiący może sobie przypomnieć tylko treść marzeń sennych, natomiast obudzo­ny z hipnozy ma zachowaną pełną zdolność przypominania z okresu snu, z wy­jątkiem sugestii zapomnienia.

Pawłowa żywo zajmowały zjawiska /hipnozy. Spostrzegał je i wywoływał u zwierząt w przebiegu doświadczeń nad tworzeniem się odruchów warunko­wych. U zwierząt stany hipnotyczne powstają albo stopniowo, pod wpływem słabych lub średniej siły bodźców działających jednostajnie, albo też nagle, pod wpływem silnych bodźców (zjawiska dawnego hipnotyzmu zwierzęcego). U człowieka zachodzą analogiczne warunki zapadnięcia w sen hipnotyczny: albo pod wpływem jednostajnie powtarzających się słabych bodźców, albo za pomocą silnych, nieoczekiwanych bodźców, w który to sposób Charcot hipno­tyzował osoby histeryczne. Forel dzielił przebieg hipnozy pod względem głę­bokości snu na trzy okresy:

 

  1. Senność (somnolentia) wywołana poprzez sugestię, z uczuciem ociężałoś­ci w członkach i trudności w otwarciu klejących się do snu oczu.
  2. Hypotaxia, stan polegający na zupełnym poddaniu się sugestiom, włącz­nie ze złudzeniami, znieczuleniem, automatyzmem nakazowym i katalepsją, jed­nakże bez zniesienia pamięci.
  3. Somnambulizm, stan, w którym poza wszystkimi powyższymi objawami występuje jeszcze podatność na sugestie pohipnotyczne i to nawet o charakte­rze iluzji. Przeżycia z okresu snu są tu objęte niepamięcią czynnościową.

Pewne znaczenie ma też podział na hipnozę powierzchowną, czyli półhipnozę, oraz hipnozę głęboką. Zjawiska automatyzmu Pawłów tłumaczył zahamowaniem niektórych części kory. Zahamowanie to jednak nie tylko nie narusza, ale prze­ciwnie, wzmaga jeszcze dawne, dobrze utrwalone połączenia bodźców z okreś­lonymi czynnościami, połączenia niezależne od wpływu nowych, zawiłych czyn­ników. W ten sposób występuje w hipnozie odruch naśladownictwa, za pomo­cą którego w latach dziecięcych urabia się osobnicze i społeczne zachowanie. Może tu być analogia ze stanem hipnotycznym psów, u których silne i stare odruchy istnieją nadal, a słabe i świeże zanikają. U człowieka sugestia i hipno­za wiążą się z drugim układem sygnalizacyjnym. Słowo jest takim samym real­nym bodźcem, jak wszystkie bodźce wspólne ludziom i zwierzętom, lecz jed­nocześnie jest ono tak wszechogarniające jak żaden inny bodziec i nie może się pod tym względem porównać ani ilościowo, ani jakościowo z bodźcami warun­kowymi zwierząt. Słowo sygnalizuje wszystkie zewnętrzne i wewnętrzne bodź­ce dochodzące do kory. Zastępując je, może też wywołać wszystkie te odczy­ny ustroju, które są przez te bodźce wywoływane. W ten sposób sugestia jest najbardziej uproszczonym i typowym odruchem warunkowym człowieka. Słowo hipnotyzera, przy pewnym nasileniu rozwijającego się w korze hamowania, ześrodkowując ? na zasadzie ogólnego prawa ? pobudzenie na określonym wąskim obszarze, jednocześnie wywołuje głębokie hamowanie wewnętrzne w całej pozostałej korze i tym samym wyłącza współzawodniczący wpływ wszy­stkich innych podniet aktualnych oraz śladów bodźców dawnych. Również po ustąpieniu hipnozy słowo utrzymuje swoje działanie, pozostając niezależnym i niewrażliwym na inne bodźce, ponieważ w chwili pierwotnego jego działania na korę nie było z tymi bodźcami w żadnym związku. Jeżeli można zasugero­wać zahipnotyzowanemu słodki smak zamiast gorzkiego, niezwykły bodziec wzrokowy zamiast najbardziej zwykłego, to można to wytłumaczyć fazą para­doksalną stanu układu nerwowego, kiedy bodźce słabe dają większy efekt po­budzający niż silne.

Technika hipnozy bywa różna. Historyczne metody kładły wielki na­cisk na sugestywność środowiska. Przyciemniony pokój, tajemniczość, cicha monotonna muzyka z oddali, jednostajna mowa, wiara chorego w nadludzką moc magnetyzmu i hipnotyzera, różne sztuczki w rodzaju hokus-pokus ? wszy­stko to miało na celu zwiększyć sugestywność hipnotyzowanego. I dziś jeszcze wielu hipnotyzerów nie umie się obejść bez tych czynników. Nie są one jed­nakże koniecznym składnikiem hipnozy, chociaż ogromnie ułatwiają zadanie. Bez tych sztuczek można jednak przeprowadzić hipnozę i uzyskać zadowalają­cy wynik. Doniosłe znaczenie praktyczne ma natomiast wyzyskiwanie pewnych fizjologicznych skłonności. Dobrze jest np. dla pierwszych posiedzeń hipnozy wybierać porę wieczorną, kiedy człowiek zmęczony łatwiej poddaje się su­gestii znużenia. Po paru udanych zabiegach pora dnia nie odgrywa już więcej roli. W ogóle dobrze jest poznać z góry właściwości psychiczne i fizjologiczne chorego. U człowieka przyzwyczajonego do poobiednich drzemek można pierw­sze zabiegi przeprowadzić po południu. Chorego trzeba wprzód dobrze poznać.

Nie wiedząc, jakie ma on wyobrażenie o samej hipnozie, nie znając jego obec­nego stanu, możemy popełnić wiele błędów. Błędem jest np. wmawianie w nie­go znużenia, jeżeli się nie ma pewności, że jest on zdolny do tego uczucia. Po­dobna ostrożność konieczna jest przy wszelkich sztuczkach, używanych często przez estradowych hipnotyzerów, np. przy sugestii, że ręka jest do stołu przy­rośnięta i nie da się oderwać. Jeżeli sugestia taka się uda, to hipnotyzer może być pewny, że góruje w sposób imponujący nad osobowością swojego ?me­dium”. Sztuczka taka udaje się doskonale w przypadkach dobrego zgrania się obydwóch. Można zaryzykować taką sztuczkę po kilku udanych posiedzeniach albo jako sposób dla początkowych posiedzeń, jeżeli hipnotyzer mający wpra­wę wyczuwa, że jego ?medium” jest podatne na sugestię. Jeżeli natomiast cho­ry pozna się na tej czy innej sugestii i nie ulegnie jej, to lekarz ośmieszy się, gdyż chory na wstępie weźmie nad lekarzem górę. Niepowodzenie takie zaważy niepomyślnie na dalszym leczeniu.

Zabiegi hipnotyczne odbywają się w półleżącym lub leżącym ułożeniu ciała, przy zupełnym zwiotczeniu mięśni ciała. Leżanka powinna być w takim miejscu, aby lekarz mógł chorego obserwować ze wszystkich stron. Nie powinno być pośpiechu. Jeżeli chory prosi wprzód o jakieś wyjaśnienia dotyczące czekają­cego go zabiegu, należy mu dać wyczerpującą odpowiedź. Jeśli o nic nie pyta, to dobrze jest wprost go zagadnąć, jak też on sobie wyobraża hipnozę. Chorzy podają tu częstokroć fantastyczne wiadomości, które trącą mniej lub więcej okultyzmem. Poglądy takie należy z taktem i z powagą sprostować. Wśród tej rozmowy poczynić można cenne spostrzeżenia i stwierdzić, czy chory jest wy­straszony, nastrojony sceptycznie lub ironicznie itp. Ten okres przedwstępny ma wielką wagę, gdyż powodzenie zabiegu zależy od zaufania chorego, od je­go przekonania, że nadaje się do hipnotyzowania i że hipnozie ulegnie. Chory oporny i hiperkrytyczny nie wypełni warunków hipnozy i nastręczy mnóstwo trudności. W praktyce typy te są rzadkie. Sam fakt szukania porady lekarskiej u tego, a nie innego lekarza oraz pragnienie pozbycia się cierpień sprzyjają hipnozie. Jeśli chorego zapewnimy, że hipnoterapia różni się zasadniczo od hip­nozy estradowej, że lekarz nie będzie robił nic, co pacjentowi sprawiałoby przy­krość, w szczególności nie będzie gmerał w jego tajemnicach osobistych i że zabieg nie będzie szkodliwy, przeciwnie, że będzie się on po nim czuł rześki i wypoczęty ? jeśli w ten sposób uspokoimy go, to podda się z zaufaniem hip­nozie i wyzbędzie się obaw i hamulców.

Dobra wydaje się rada Mayera (1934), aby na wstępie chory wpatrywał się w koniec palca pod sugestią, że punkt ten widzieć będzie na przemian to wy­raźnie, to niewyraźnie. Zapowiedź ta musi się spełnić, gdyż objawy zmęczenia oczu w takiej postaci są zjawiskiem fizjologicznym. Wraz z tym objawem poja­wia się uczucie zmęczenia oczu, łzawienie i chęć przymknięcia powiek. Przebieg tych zjawisk widać przedmiotowo, mianowicie źrenica przy wpatrywaniu się w jeden punkt ma określoną szerokość; wtedy jeszcze widzi się koniec palca wyraźnie, co choremu można śmiało powiedzieć. Po paru sekundach źrenica się rozszerza, co jest wyrazem znużenia. Wyrazem subiektywnym tego stanu jest zatarcie się ostrości widzianego punktu. W tym momencie należy choremu zwrócić uwagę na to, iż oto widziany obraz zatarł się i że to właśnie stanowi początek hipnozy. W odpowiedzi na to chory może skinąć głową potwierdzają­co, przy czym dla skontrolowania obrazu natęży wzrok, co obiektywnie zazna­czy się zwężeniem źrenicy, a subiektywnie zaostrzeniem obrazu. W ten spo­sób chory przekonuje się naocznie, że zapowiedzi lekarza sprawdzają się, gdyż istotnie widzi on oglądany punkt to wyraźnie, to niewyraźnie. Robi to na cho­rym wrażenie i wpaja mu wiarę, że podlega hipnozie. Wkrótce zauważymy, że oczy chorego nabierają wskutek zmęczenia charakterystycznego blasku. Jeżeli chory wpatrując się unika mrugania, a tak być powinno, to doznaje w tej chwili uczucia znużenia, pieczenia i łzawienia oczu. Uczucia te równocześnie choremu sugerujemy, potęgując jego doznania podmiotowe. Ciążące powieki sa­me dążą do zamknięcia się, lekarz musi tylko uchwycić chwilę, gdy chory już nie potrafi opanować znużenia, i sugerować mu teraz, że nie potrafi on otwo­rzyć powiek, że musi je zamknąć. Słowa te sprawdzają się. Chory trwa w bezru­chu z zamkniętymi oczyma.

W tym stadium hipnozy stwierdzamy daleko posunięte uleganie sugestii, choć poza tym chory sprawia wrażenie śpiącego: gałki oczne uciekają do góry, gło­wa zwisa brodą do dołu, mięśnie są zwiotczałe. Jeżeli głowę chorego skłoni­my w jakimkolwiek kierunku, to podda się ona biernie naszej woli. Jeżeli za­szedłszy od tyłu uciśniemy prawe lub lewe ramię uśpionego ku dołowi, to tu­łów podda się bezwładnie tym nakazom. Jeśli leżące na poręczy ręce lekko przesuniemy, to zwisną one jak martwe ku ziemi. Do tego należy ograniczyć pierwsze posiedzenie. W razie silnych oporów należy nawet tę część podzielić na kilka stopniowych faz, posuwając się za każdym razem nieco dalej. Dobrze jest po każdorazowym obudzeniu omówić z osobą hipnotyzowaną jej minione przeżycia. Chory zwykle nie sprzeciwia się, gdyż udzielane mu sugestie nie wy­chodziły poza obręb fizjologicznych zjawisk dających się stwierdzić obiektyw­nie. Obudzenie uśpionego odbywa się za pomocą odwrotnych sugestii. Zapew­niamy go, że po obudzeniu będzie się czuł rześki i wypoczęty, że oczy jego otworzą się powoli, uczucie znużenia niebawem ustąpi, chory poczuje się jak przed uśpieniem. Opisując po obudzeniu swe wspomnienia, które są z zasady przyjemne, chory ma uczucie miłego poddania się znużeniu, które promieniuje na całe ciało.

Nawiązujemy do tego na drugim posiedzeniu. Wprawiamy chorego stopnio­wo i cierpliwie w taki stan jak poprzednio, przy czym stwierdzamy, że idzie to daleko łatwiej i szybciej, a następnie sugerujemy choremu specjalnie ocięża­łość głowy, ramion, nóg. Powtarzając te sugestie, podnosimy lekko rękę uśpio­nego i opuszczamy ją z niewielkiej wysokości, tak by bezwładnie opadła na po­ręcz. Po chwili powtarzamy tę samą czynność, ale tym razem w taki sposób, aby ręka opadła nie na poręcz, lecz z poręczy w dół. Gdy zwiśnie bezwładnie, sugerujemy uśpionemu, że ręka ta jest ciężka, tak iż tylko z największym tru­dem zdoła ją podnieść. Te same sugestie rozciągamy na obie ręce i nogi. Zabez­pieczamy się przy tym przeciwko niepowodzeniu ? gdyż w tym stadium kry­tycyzm uśpionego nie jest jeszcze zupełnie zniesiony ? w ten sposób, iż formu­łujemy nasze sugestie ostrożnie, dopuszczając w nich obie możliwości, np.: ?rę­ce pańskie są tak ciężkie, iż tylko z trudem zdoła pan je unieść”. Okazuje się wtedy zwykle, że uśpiony odczuwa ciężar ręki w tym stopniu, że w ogóle nie ma siły podnieść swych ociężałych członków. W najgorszym razie ruch jest możliwy przy największym wysiłku, co zupełnie wystarcza choremu do prze­świadczenia, iż jest pod działaniem hipnozy. Głębokość takich sugestii stopnio­wo potęgujemy.

Gdyby się jednakże zdarzyło, że chory nie podda się sugestiom, to nie wolno tracić głowy. Nawet gdyby chory rękę uniósł żywo, lekarz powinien dopatrzyć się w wykonanym ruchu pewnej ociężałości i starać się ją stopniowo zwiększyć. Wśród tego dobrze jest zyskać na czasie za pośrednictwem szeregu wezwań w rodzaju oddychać spokojnie, oddychać głęboko. Po czym często udaje się skierować uwagę uśpionego na inny niewątpliwie już osiągnięty objaw hipnozy i ten objaw wzmagać sugestywnie. Po jakimś czasie należy stopniowo znowu powrócić do nieudanego doświadczenia, postępując jeszcze ostrożniej. Zacho­wanie się lekarza w razie chwilowego niepowodzenia powinno być takie, aby chory ani na chwilę nie zwątpił w to, iż taka, a nie inna reakcja była przewi­dziana. Przestrzec trzeba przed posługiwaniem się wyrażeniami mętnymi lub terminami obcymi, których chory może nie rozumieć.

Jeśli doświadczenie z ociężałością się udało, to zaraz możemy przystąpić do dalszych sugestii. Przypominamy choremu, w jaki sposób stracił władzę nad jed­ną ręką, potem nad obydwiema, wreszcie nad nogami, po czym zapowiadamy mu, że w taki sam sposób można wywołać zjawiska odwrotne. A więc np. su­gerujemy, że teraz oto ręka, którą przed chwilą jeszcze nie miał siły poruszyć, staje się znowu lekka i ruchliwa. Podnosimy ramię chorego do góry, po czym niespostrzeżenie usuwamy podporę i oto ramię zawisło w powietrzu. W ten spo­sób udaje się sugestia, że w ogóle siła ciężkości nie jest odczuwana. Zbyt dłu­go nie należy utrzymywać ramienia w powietrzu, tylko zaraz należy przejść do dalszych doświadczeń.

W tym stadium można zaryzykować sugestię, iż chory nie może powstać lub też nie może chodzić prosto, tylko kulejąc, lub że nie może przekroczyć określonego miejsca na podłodze itd. Te ostatnie zjawiska graniczą już z objawami konwersyjnymi. Z biegiem czasu można się posuwać coraz dalej. Ulubionym doświadczeniem estradowym bywały objawy kataleptyczne, które wywołuje się np. w postaci mostu mięśniowego. Kładzie się uśpionego na trzech krzesłach, po czym stopniowo sugeruje się mu zupełną sztywność mięśni tułowia aż do tego stopnia, iż środkowe krzesło może być usunięte, a całe ciało zawiśnie niby most w powietrzu. Sztywność mięśniowa jest tak niezwykła, iż na ciele chorego można usiąść. Doświadczeń takich nie wolno uprawiać. Wprawdzie wytrzyma­łość uśpionego pod wpływem sugestii jest niebywała, jednakże po pewnym cza­sie fizjologiczne objawy przemęczenia muszą wystąpić. Nie trzeba dodawać, że jest to szkodliwe dla zdrowia. Dla celów psychoterapii objawy kataleptyczne są zbędne, gdyż wystarczy wzmagać sugestywność chorego, aby mu wpoić efekt psycholeczniczy.

Wyprowadzenie ze stanu hipnotycznego odbywa się w odwrotnym porządku udzielonych sugestii, a więc desugestia obejmuje najpierw ostatnie sugestie, a na końcu pierwsze. Głęboka hipnoza pozostawia niepamięć. Można ją usunąć w następnym śnie hipnotycznym, usuwając poprzez sugestię czynnościową za­wieszenie zdolności przypominania. Każdy zabieg powinien być zakończony sugestią dobrego samopoczucia przy braku jakichkolwiek ujemnych następstw hipnozy.

Ten sam przebieg hipnozy można zapoczątkować za pomocą jakiegokolwiek przedmiotu zdolnego ześrodkować uwagę chorego na jednym punkcie. Do tego celu może służyć oko, błyszczący kamień (tzw. magnetoskop), koniec ołówka, kulka szklana itp. Skoncentrowanie uwagi udaje się też za pomocą wrażeń nie­koniecznie wzrokowych, lecz np. słuchowych, jak tykanie zegarka, monotonna mowa hipnotyzera lub np. jednostajne ruchy rąk wzdłuż ciała chorego itd. Pa­miętać trzeba o tym, że stan hipnotyczny może u częściej usypianych lub wraż­liwych ludzi powstawać samorzutnie, a więc bez udziału drugiej osoby, np. na widok przedmiotów, których używano do hipnotyzowania. Dlatego dobrze jest zapobiec czemuś podobnemu przez udzielenie odpowiedniej sugestii ujemnej, a więc przez zapewnienie, że nigdy stan hipnozy nie zjawi się bez udziału le­karza. Ponieważ prawo hipnotyzowania przysługuje li tylko lekarzom specja­listom, dobrze jest udzielić choremu sugestii, iż nikomu nigdy nie uda się go zahipnotyzować. Pamiętać trzeba o tym szczególnie wówczas, gdy chory był już kiedyś w ręku jakiegoś dyletanta.

Hipnotyzowanie zdrowych ludzi jest bez porównania łatwiejsze niż chorych. Do lekarza zgłaszają się rozmaite typy chorych. Niektórych rodzina zmusza do leczenia; ci wykazują przeważnie bierny opór. Inni są przekonani, że ich cier­pienie jest natury organicznej, wobec czego w ogóle wszelką psychoterapię

uważają z góry za bezcelową. Zastarzałe przypadki, wielokrotnie leczone roz­maitymi metodami, stanowią w ogóle gorszy materiał do hipnozy. Lękliwość tych chorych bywa niekiedy tak wielka, że uciekać się musimy do pewnych po­mocniczych sposobów ich uspokojenia. Celem zwiększenia np. początkowej sen­ności podajemy środki nasenne, przeprowadzając tzw. narkohipnozę.

Hipnoterapia ma znaczenie tylko symptomatologiczne. Ku przyczynom cier­pienia nie da się w ten sposób sięgnąć. Aby się rozeznać w osobniczych właści­wościach chorego, rozpoczynamy hipnozę stopniowo. Pierwsze trzy posiedzenia powinny trwać od 5 do 10 minut. Do usuwania objawów przystępujemy dopiero po uzyskaniu dobrej łączności z chorym. Gdy cierpienie jest wieloobjawowe, rozbijamy je na pojedyncze objawy i każdy z osobna poddajemy desugestii. Je­żeli jakiś objaw jest trwały, tj. występuje również w czasie zabiegu, desugestia jest bezpośrednia, tzn. działamy sugestią wprost na objawy. Jeżeli objawy wy­stępują napadowo lub okresowo albo w warunkach możliwych tylko poza po­siedzeniem hipnozy, np. bezsenność, anorgazmia, napady migreny, fobie, tiki, nerwice ruchowe itd., posługujemy się łącznością (raportem) pohipnotyczną. W jednym i drugim przypadku nie trzeba się śpieszyć z udzielaniem sugestii leczniczych. Leczenie powinno być rozłożone na dłuższy okres, a sugestie daw­kowane stopniowo. Potrzebne są przeważnie posiedzenia codzienne, po upływie 1 do 2 tygodni można robić posiedzenia co drugi dzień, a później jeszcze rza­dziej, zależnie od uzyskanych wyników. Stopniowo można doprowadzić do 30- i 60-minutowych posiedzeń.

Usuwanie objawu polega na tym, że najpierw choremu musimy dowieść na­szej władzy wywoływania objawów i usuwania ich poprzez desugestię. Wywo­łujemy np. niedowład i porażenie czynnościowe drugiej, zdrowej kończyny. Na­stępnie sztucznie w ten sposób wywołany objaw usuwamy. Chory nabiera prze­konania, że objaw jest tylko psychogenny i że lekarz jest w stanie go usunąć. Podobnie rzecz się ma z leczeniem bólu. Lekarz musi dać choremu dowód, że ma władzę nad jego czuciem. Sugeruje mu najpierw, że będzie odczuwał przej­mujący ból za dotknięciem jego skóry, a gdy ta sugestia się urzeczywistni, to sugeruje mu znieczulenie określonych połaci skóry. Znieczulenie w ten sposób osiągnięte bywa tak zupełne, że można skórę przekłuwać szpilką, a nawet w ra­zie potrzeby wykonywać zgoła ciężkie zabiegi operacyjne. Kiedy pacjent od­czuł na własnej skórze naszą moc nad jego czuciem, wówczas dopiero należy przystąpić do usunięcia chorobliwego bólu lub innych zaburzeń czucia, nawet bardziej złożonych. Wielokrotnie trzeba wywoływać w hipnozie objawy, które występują poza okresem posiedzeń. Jeżeli chory wielokrotnie doświadczy wy­leczenia takiego sztucznie wywołanego objawu, to wtedy zmierzamy do wy­wołania analogicznej desugestii poprzez łączność pohipnotyczną.

Zjawisko to polega na tym, że osoba uśpiona wykona dokładnie otrzymane we śnie hipnotycznym nakazy, nawet wówczas, gdy z okresu uśpienia ma zu­pełną niepamięć. W świadomości tej osoby wykonywany nakaz nie stoi w związ­ku z otrzymanym w uśpieniu. Ma ona raczej złudzenie, że powzięła taki właśnie pomysł z własnej woli. Tego to właśnie zjawiska używamy do celów leczni­czych. W ten sposób można np. usunąć ból głowy, który wystąpi poza posie­dzeniem hipnozy. Dzięki łączności pohipnotycznej chory wykonuje w dużej od­ległości przestrzennej i czasowej od lekarza nakaz sugestywny: ?Gdy zjawi się u pana ból głowy, zniknie on tak samo, jak oto znikł ból głowy, który u pana sztucznie wywołałem”.

Czytelnik znający dobrze klinikę histerii dostrzegł w toku powyższych wy­wodów, jak blisko zjawiska histeryczne kojarzą się z hipnotycznymi. Zastrzeże­nia przeciwko hipnoterapii w tym właśnie fakcie mają swoje źródło. Lekarz zmuszony jest do pewnego stopnia, zamiast leczyć, do wywoływania objawów histerycznych. Leczenie przypadków histerii za pomocą hipnozy bywa dlatego obosieczne. W ogóle zabiegi takie, ze względu na możliwość późniejszych fan­tazji i oskarżeń erotycznych, powinno się przeprowadzać zawsze w obecności świadków. Grożą też inne przygody. Może się zdarzyć wybuch napadu histe­rycznego po rozpoczęciu hipnozy. Co wówczas robić? Czekać, aż napad samo­rzutnie przeminie? Mogłoby to w praktyce pociągnąć za sobą jeszcze poważ­niejsze przykrości. Lekarz musi się tak zachować, jak w przypadku, gdy przy­wołany jest do samorzutnie powstałego napadu. Musi z osobą chorą nawiązać aktywną łączność; nie może być biernym widzem. Nie tracąc zimnej krwi, musi wkroczyć w produkowane przez osobę chorą zjawiska, podniecając je nawet, sugerując nowe. W ten sposób lekarz uzyskuje wpływ na to co się dzieje. Suge­ruje np. punkt kulminacyjny objawów ruchowych i zapowiada ich ustanie, su­geruje zesztywnienie kończyn lub całego ciała,, po czym zapowiada zwiotcze­nie mięśni. Słowa lekarza zamieniają się z łatwością w rzeczywistość kliniczną. Jeżeli napad histeryczny wystąpi po rozpoczęciu hipnozy, udaje się go przer­wać, sugerując spotęgowanie się objawów aż do punktu kulminacyjnego, na­stępnie ich ustąpienie, po czym spokojnie należy zabieg hipnotyczny powtórzyć od początku. Jeżeli sugestie te przekazuje lekarz głosem spokojnym, to druga próba hipnozy przebiega zazwyczaj bez powikłań. Chory musi być przekonany, że z możliwością napadu lekarz się liczył i że niczemu się nie dziwi. Dalszy ciąg hipnozy podjąć należy na następnym posiedzeniu. Najczęściej następna hipnoza przebiega już prawidłowo, a nawet łączność hipnotyczna bywa w tych przypad­kach dość dobra. Gdyby jednak osoba hipnotyzowana za każdym razem produ­kowała objawy histeryczne, a zwłaszcza gdyby wykazywała skłonność do tea­tralnych popisów, należałoby w ogóle zaniechać leczenia hipnozą i przejść na inne metody.

Sugestie pohipnotyczne mogą być potężnym narzędziem w ręku doświadczo­nego psychoterapeuty. Praktycy zalecają np. kojarzenie pojawiania się i zni­kania objawów chorobowych z pewnymi hasłami. Można na wzór odruchu wa­runkowego doprowadzić do pojawiania się dokuczliwego objawu, gdy tylko chory posłyszy przypadkiem liczbę ?3″. Natomiast gdy tylko padnie hasło ?10″ natychmiast objaw ten ma zniknąć. Chory ma wówczas w ręku broń przeciw niespodziewanemu pojawieniu się przykrego objawu. Wystarczy, aby wtajem­niczona w sprawę osoba z otoczenia wypowiedziała umówione hasło, nawet niespostrzeżenie w jakimś zdaniu, np.: ?patrzymy już 10 minut na pani migrenę, ale tak dalej być nie może”. Hasło ?10″ usuwa cudownie ten objaw. Chory nie potrafi wyjaśnić, czemu zawdzięcza nagłe polepszenie, gdyż nakaz pohipnoty- czny związany z hasłem nie podlega przypomnieniu. Posługiwanie się łącznością pohipnotyczną może być bronią obosieczną i prowadzić do szkód. Toteż nie ma dość mocnych słów, aby usilnie podkreślić odpowiedzialność lekarza, podej­mującego się leczenia hipnozą. Dobrego hipnoterapeutę poznać nie po tym, że hipnoza udaje mu się często i gładko, i nie po tym, że ma wzięcie u chorych, ale po tym, że jest w swym postępowaniu wobec chorego dokładny, przewidu­jący i przezorny. Zdarza się, że udzielone choremu w uśpieniu sugestie nie zo­staną dokładnie zdjęte, lecz wywierają swój wpływ nadal na jawie. Lekarz ma obowiązek udzielić choremu przed obudzeniem dokładnych desugestii. Ani jed­nej sugestii nie wolno pominąć, gdyż u osób podatnych może ona zamienić się łatwo na nowe objawy chorobowe.

Szczególną postacią łączności pohipnotycznej jest urzeczywistnianie nakazów terminowych. Chory ma następnego dnia punktualnie o zapowiedzianej godzi­nie wykonać pewną czynność. Ma to znaczenie dla ludzi, którzy nie umieją so­bie należycie ułożyć porządku dziennego, zwłaszcza co do czynności fizjolo­gicznych, np. uśnięcie w dwie minuty po zgaszeniu światła, obudzenie o zapo­wiedzianej godzinie, wypróżnienie w 5 minut po śniadaniu itd. Duże znaczenie ma ta metoda w leczeniu nawykowego zaparcia stolca. Przekazujemy chore­mu sugestię, że codziennie o tej samej porze odczuje potrzebę defekacji, która też w chwilę później, również o ściśle oznaczonej porze nastąpi. Na skutek przyzwyczajenia wypróżnienie występuje trwale zawsze o tej samej porze rów­nież po ukończeniu leczenia hipnozą. To samo dotyczy leczenia moczenia noc­nego. Leczenie zaburzeń pamięci oparte jest na tych samych zasadach. Naj­pierw musimy udowodnić choremu, że zaburzenia zdolności przypominania, na które się skarży, są pochodzenia psychicznego. Osiągamy to w ten sposób, że w hipnozie udzielamy mu sugestii zapomnienia najprostszych przeżyć, np. gdzie zostawił wchodząc do gabinetu lekarza swe wierzchnie okrycie, o której przy­szedł godzinie, a nawet pod jakim adresem mieszka lub kiedy się urodził. Gdy chory przekona się, że można go pozbawić poprzez hipnozę pamięci, wówczas podda się i następnej sugestii, że można będzie przywrócić mu zdolność przy­pominania. To samo zaś zrobić można z chorobliwymi zaburzeniami pamięci.

Zwolennicy hipnoterapii ujmują cele jej zazwyczaj następująco:

1)   usunięcie objawu,

2)   przywrócenie zdolności przypominania ? rozbudowa tego celu prowadzi ku metodzie psychokatartycznej,

3)   zwiększenie sprawności i ćwiczenie funkcji ? dotyczy to również cierpień organicznych, jak niezborność przy wiądzie rdzenia, po porażeniach itd., przy których ćwiczenia w hipnozie upośledzonych ruchów mają duże znaczenie pa­liatywne,

4)    uspokojenie i pokrzepienie,

5)   wpływ psychagogiczny, który w stanie hipnozy może czasem działać dale­ko głębiej.

Podawane w olbrzymim już dzisiaj piśmiennictwie starszym i świeższym mo­dyfikacje metodyczne oparte są zawsze na podanych powyżej zasadach. Na uwagę zasługuje hipnoterapia grupowa, której zastosowanie jest z natury rzeczy ograniczone do szczególnych problemów. Tak np. w Związku Radzieckim próbowano użyć hipnoterapii kolektywnej w stosunku do kobiet ciężarnych celem przygotowania ich do bezbolesnego porodu. Pewnego rozgłosu nabrało tzw. hipnotarium w Kijowie (Syrkin, 1950). W Stanach Zjednoczonych metoda ta znalazła zastosowanie w leczeniu alkoholików. Według Chertoka (1961) grupowe zastosowanie hipnozy może służyć wyselekcjonowaniu osób szczególnie podatnych. Sprzyja też przygotowawczo hipnoterapii osobniczej, dzięki przykładowi innych chorych danej grupy. Technika zabiegu zbiorowego jest podobna. Chorzy siedzą w fotelach z zamkniętymi oczyma i poddawani są sugestii zwiotczenia mięśniowego, ociężałości, senności itd. Reagujących najle­piej pokazuje się jako przykład zachęcający tym, u których sugestie realizo­wane są bardziej opornie. Cierpliwe powtarzanie zabiegów doprowadza stopnio­wo najoporniejszych do coraz głębszego snu. Zakończenie hipnoterapii odby­wa się już jednak ze względu na intymność życiowych zagadnień indywidual­nie. Wymienić tu można ponadto próby wykorzystania hipnozy do pogłębienia metody psychodramatu Moreno pod nazwą hipnodramatu, przy czym na sce­nie rozgrywa się pokaz somnambulizmu hipnotycznego.

Fakt, że podałem powyżej wskazówki techniczne, nie oznacza bynajmniej, abym hipnoterapię zalecał. Przeciwnie, wielokrotnie wskazywałem na ujemne jej strony, które zdają się znacznie przeważać nad korzyściami. Zresztą niemal ogólnie sądzi się dzisiaj, że nie ma takiego efektu hipnoterapeutycznego, któ­rego by nie można było uzyskać bez wprawiania chorego w stan uśpienia hip­notycznego, a tym samym bez szkód, które ryzykuje się w każdym przypadku hipnozy.

Leczenie hipnozą alkoholizmu praktycznie nie zdaje egzaminu. Wy­osobnienie spośród alkoholików małej grupki osób i poddanie tej reprezenta­cyjnej grupy indywidualnej hipnoterapii nie przynosi dużych korzyści społecz­nych. Alkoholik prosi dzięki samokrytycyzmowi sam o leczenie, albo doprowa­dza się go na leczenie pod przymusem. W tym drugim przypadku wiemy z do­świadczenia, że czy takiego chorego leczymy hipnozą, czy inaczej, wynik w przygniatającej większości przypadków bywa negatywny, tzn. prędzej czy później następuje nawrót nałogu. Jeżeli zaś sam prosi o leczenie, to zaiste nie potrzeba hipnoterapii. Daleko lepszy i trwalszy efekt osiągnie się za pomocą tabletek antykolu lub wszczepiając esperal. Problem leży przecież nie w tym, abyśmy wyleczyli z nałogu jednostki, lecz abyśmy dotarli do wszystkich ofiar alkoholizmu, które nie szukają pomocy lekarskiej, lecz oddają się lekkomyślnie nałogowi.