Etyka postępowania psychoterapeutycznego

Z kolei trudno pominąć doniosłe zagadnienie etyki postępowania psychotera­peutycznego. Na ten temat słyszy się czasem nieprzemyślane wyroki potępia­jące w czambuł wszelkie kłamstwo, a więc i kłamstwo, którego można by się dopatrzeć w psychoterapii. Wyroki te są nieporozumieniem. Kultura życia co­dziennego opiera się na dysymulowaniu prawdziwych stanów uczuciowych i paramimicznym uzewnętrznianiu uczuć zakłamanych. Człowiek, który z powo­du braku wychowania lub z powodu chorobliwego obniżenia uczuciowości wyż­szej zatracił te cechy dysymulacyjno-paramimiczne, zakłóca harmonię współ­życia międzyludzkiego. Nie ma tak idealnego wychowania, aby zdolne było wy­korzenić doszczętnie z dziecka i z człowieka dorosłego złe uczucia, instynkty, popędy, skłonności. Ideałem wychowania jest nałożenie na uczuciowość niższą jak najsilniejszych hamulców rozumowo-uczuciowych. Hamulce nie wykorze­niają uczuć niższych. Służą do opanowania ich, tak aby się nie zdołały ujawnić. Tłumienie instynktów niespołecznych jest więc czymś w rodzaju zakłamania, gdybyśmy koniecznie chcieli użyć tego terminu. Wychowanie nakazuje nie po­kazać po sobie, że się pożąda; należy więc niezgodnie z prawdziwym stanem uczuć udawać obojętność, a nawet w pewnych warunkach niechęć zmysłową. W ten sposób dysymulujemy wrogie uczucia, pogardę, lęk, zawiść, nienawiść, żądzę, chciwość, czasem ból fizyczny lub moralny itd. Wychowanie uczy nas jednak również dysymulowania w określonych warunkach uczuć pozytywnych: nie wypada śmiać się z nieszczęścia wrogów lub w atmosferze żałobnej w ogó­le, chociaż radość jako taka-nie jest niczym złym. W określonych warunkach ludzie zmuszeni są pokrywać dysymulację symulacją; symulują więc radość ? chociaż są smutni, smutek ? chociaż się radują, symulują zapał, entuzjazm, gor­liwość, pobożność, surowość obyczajów, uczciwość, bezinteresowność, symu­lują nawet poglądy polityczne, religijne, co więcej, naukowe. Te wszystkie przejawy zakłamania są kłamstwem w pogardliwym tego słowa znaczeniu, je­żeli ich motywy są nieetyczne.

Motywy postępowania psychoterapeutycznego są z zasady etyczne. Wypły­wają z obowiązku lekarza niesienia ulgi w cierpieniu. Prawda, która zabija, któ­ra powoduje lub potęguje cierpienie chorego, prawda, która przeciwstawia się celowi leczenia, prawda taka jest zła i niemoralna. Mechaniczne przykładanie miary etycznej do postępowania psychoterapeutycznego jest niesprawiedliwoś­cią. Jeżeli lekarz stwierdza u chorego sugestywnie poprawę, której jeszcze nie widzi, to czyni to nie dlatego, żeby chorego wprowadzić w błąd, tylko dlatego, że sugestywnie wypowiedziane słowo lekarza przetwarza się poprzez ideoplastię na rzeczywistość kliniczną. Motyw tego ?kłamstwa” jest więc szlachetny i zgodny z etyką. Byłoby nieetycznie, gdyby lekarz zabijał otuchę w chorym wypowiadając przygnębiającą prawdę. Urządzenia psychofizjologiczne sprawia­ją bowiem, że wyobrażenia przygnębiające pociągają za sobą zahamowanie różnych czynności wegetatywnych. Pod wpływem urazów psychicznych, w na­stroju smutku i przygnębienia zahamowaniu ulegają czynności wydzielnicze gruczołów trawiennych; chory traci łaknienie. Zgodne z prawdą stwierdzenie pogorszenia w stanie zdrowia sprowadza też rzeczywiście pogorszenie. Nato­miast niezgodne z prawdą stwierdzenie polepszenia sprowadza faktycznie po­prawę ogólnego stanu zdrowia, dzięki poprawie łaknienia i lepszej pracy gru­czołów trawiennych.

Aby unaocznić rozbrat, zachodzący między doktrynerskim, ?pryncypialnym” pojmo­waniem nakazów etycznych a życiową sprawiedliwością, pozwolę sobie przytoczyć tutaj wydarzenie z czasów okupacji hitlerowskiej (niedawno, gdyż trzydzieści parę lat temu). Lotnik brytyjski spadł w okolicy, gdzie mieszkała tylko ludność polska. Hitlerowcy nie zauważyli go. Ludność polska przyjęła go jak brata i ukryła. Za czyn taki groziły najsurowsze kary i to kary pod postacią odpowiedzialności zbiorowej. Ukrywał się długi czas i nikt go oczywiście nie wydał. Był to człowiek uczciwy i prostolinijny. Ty­powy dżentelmen. W miejscu, gdzie się ukrywał, schodzili się ludzie podziemia. Ukry­wającemu się lotnikowi brytyjskiemu ufano. Długi czas nie mógł on zrozumieć sytuacji konspiracyjnej i ogromu niebezpieczeństwa, które wisiało nad wszystkimi. Różnych środków ostrożności nie mógł zrozumieć. Bywał wskutek tego nieostrożny. Pewnego razu wpadł. Ponieważ nie znał języka polskiego, gestapo zwróciło na niego uwagę i aresztowało go. Jak długo gestapowcy straszyli go, tak długo trzymał język za zębami i nie zdradził swojej kryjówki. Gestapowcy przeniknęli jego zasady etyczne i wzięli się na sposób. Zjawił się u niego oficer niemiecki i dał mu słowo honoru, że zachowa w ta­jemnicy wszystkie informacje, które uzyska od oficera brytyjskiego. Jak tu nie uwie­rzyć, gdy niemiecki oficer daje uroczyste słowo honoru? Anglik zaufał i wszystko, co wiedział, wygadał. Kilkadziesiąt osób z konspiracji znalazło się w obozie koncentracyj­nym. Na wymówki współwięźniów sprawca miał gotową odpowiedź: przecież dżentel­men nie ma prawa ani kłamać, ani nie wierzyć drugiemu dżentelmenowi na słowo ho­noru. Naiwny ten człowiek zdawał się być w swoim sumieniu spokojny. Przytaczam to tragiczne wydarzenie jako ilustrację zasady, która obowiązuje lekarza we wszystkich okolicznościach: arcana aegrorum visa, audita, intellecta eliminet nemo (tajemnic cho­rego widzianych, usłyszanych, zrozumianych nikt nie ma prawa ujawnić).