Urazy jatrogenne

W ogóle na człowieka, który zachorował, zaczynają się sypać urazy jatrogen­ne. Nie przyzwyczajony do chorowania człowiek dowiaduje się, że jest chory. Wyobrażenie choroby bywa u laików przesadne, szczególnie u lękowców. Ura­zem jatrogennym bywają krążące wśród publiczności informacje na temat cho­rób. Niektóre z nich mogą krew w żyłach zamrozić. Ludzie boją się w wyniku przesadnych wyobrażeń raka, chorób wenerycznych, chorób serca z grożącą nagłą śmiercią wskutek zawału, boją się też nadciśnienia z grożącym udarem mózgu. Mężczyźni boją się impotencji, rzekomo im grożącej za uprawiany kie­dyś samogwałt. Lęk, który jest urządzeniem alarmowym w przyrodzie, mającym mobilizować odruchy obronne, przechodzi na służbę nerwicowych odruchów, które w sposób spaczony i szkodliwy dla całości ustroju zaskakują bez potrze­by. Doświadczony w psychoterapii lekarz potrafi swoim pogodnym uśmiechem i rozumnymi słowami uspokoić chorego i zapobiec rozwojowi lęku nerwico- twórczego. Ale czy jest dużo lekarzy tego typu? Niestety nie. Lekarze wielo­krotnie, z pobudek trudnych do odcyfrowania, już przy pierwszym zetknięciu z chorym pogłębiają swoją nieumiejętnością psychoterapeutyczną wytworzony już w zalążku stan przednerwicowy (praeneurosis). Choremu nie trzeba wiele. Zatroskany (niby) wyraz twarzy lekarza, tajemnicze nazwanie stanu chorobo­wego, surowe zakazy, stwierdzenie konieczności leczenia w szpitalu, a czasem jeszcze gorzej, wprost zastraszanie chorego najstraszliwszymi nazwami chorób i przewidywanymi nieszczęściami.

Tego rodzaju lękotwórcza postawa lekarza może mieć różne motywy. Nie­wątpliwie ważnym motywem jest popęd władczy lekarza, który czuje się w swej ważności wobec chorego podniesiony. Lęk, który wzbudzają jego słowa, ma w sobie coś błogiego. Wytwarza się niekiedy nastrój sadystyczno-masochistyczny. Skręcający się ze strachu chory z jednej strony i zadający mu moralne ciosy jatrogenne lekarz z drugiej strony tworzą razem zgraną parę sadysty z masochistą. Udręka chorego jest w ręku lekarza. Może on tę udrękę modulo­wać, może ją potęgować lub zluźniać. Strach czyni chorego posłusznym. Wy­twarzanie w chorym strachu należy do arkanów zawodowych niektórych szar­latanów. Haniebną jest rzeczą, jeżeli lekarz chwyta się takich sposobów z chę­ci zysku. Niewłaściwością jest również, jeżeli robi to z próżności. Nie do daro­wania jest jednak także, jeżeli dzieje się to wskutek niewiedzy lekarza. Wy­twarzanie lęku w chorym, wszystko jedno z jakich pobudek, jest bowiem dla chorego zawsze szkodliwe. Pewien wyjątek mogą stanowić przypadki chorych lekkomyślnych, których lekarz musi postraszyć, aby ich skłonić do większej troski o swe zdrowie. W wyjątkowych tych przypadkach można dowieść, że lekarz straszył w interesie chorego. Jeżeli jednak lekarz straszy, powiadamia­jąc chorego niezgodnie z prawdą o rzekomym nadciśnieniu w tym celu, aby swoim działaniem uchodzić w oczach chorego lub jego rodziny za cudotwórcę, który chorego wyleczył z nie istniejącej naprawdę choroby i ocalił przed nie­bezpieczeństwem, które mu nigdy nie groziło, to postępowanie takie trzeba nazwać nieuczciwością.